„Co mi dałeś?” krzyknął. „Nie dotrę do łazienki!”
Położyłam rękę na piersi i udałam, że się martwię.
„Kochanie… jesteś zdenerwowana?”
Zamarł, blady.
„Zdenerwowany?!
„Mówią, że kiedy denerwujesz się randką… twoje ciało reaguje.”
„NIE MOGĘ TEGO ZROBIĆ!”
Pobiegł do schodów.
„Och… i nawet nie myśl o skorzystaniu z łazienki na górze” – dodałam słodko.
Zatrzymał się w pół kroku.
„Dlaczego nie?”
„Posprzątam.”
To, co wydarzyło się później, było niezapomniane.
Mój mąż, „korporacyjny geniusz”, pełen „synergii” lub „synergii”, znowu wbiega po schodach bez żadnej godności, jego „ważne spotkanie” zostało ewidentnie odwołane.
Drzwi łazienki zatrzasnęły się z hukiem.
Dźwięki, które nastąpiły… dramatyczne, delikatnie mówiąc.
Westchnęłam.
Potem wzięłam telefon.
Otworzyłam czat grupowy.
„Dziewczyny, czy plan z piwem nadal obowiązuje?”
Odpowiedzi pojawiły się natychmiast.
—Oczywiście!
—Witaj!
—Dziś wieczorem świętujemy wolność!
Poprawiłam szminkę.
Złapałam klucze.
Torebkę.
Moją godność.