Zanim mąż wyszedł odwiedzić swoją dziewczynę, dodałam mu do kawy likier la:xa:tive… ale to, co wydarzyło się później, było gorsze, niż mogłam sobie wyobrazić.

Kiedy wychodziłam, jego rozpaczliwy głos dobiegał z łazienki:

„Dokąd idziesz?!”

Uśmiechnęłam się.

„Na spotkanie” – odpowiedziałam.

Zatrzymałam się na chwilę.

„Ten ważny facet… ty weterynarzu.”

I wyszłam.

Ale to nie był koniec.

Dwie godziny później wróciłam do domu – śmiejąc się, pachnąc piwem i wolnością.

Siedział na kanapie.

Blady. Popychający energię. Pokonany.

Telefon w jego dłoni.

„Jadłaś?” zryw Hana Flatta.

„Dużo” – powiedziałam, odkładając torbę.

Spojrzał na telefon.

„Carolina wysłała mi SMS-a”.

Zamilkłam.

„Anulowałam”.

To mnie zaskoczyło.

„Naprawdę?”

Przetarł twarz dłonią.

„Bo dziś coś sobie uświadomiłem”.

Czekałam.

Cisza wypełniła pokój.

Niewygodnie.

Ale… szczerze.

Powoli wypuściłam powietrze.