Zanim mąż wyszedł odwiedzić swoją dziewczynę, dodałam mu do kawy likier la:xa:tive… ale to, co wydarzyło się później, było gorsze, niż mogłam sobie wyobrazić.

Dopił bez wahania.

Zabolało bardziej, niż się spodziewałam… dawno nie pośpieszył się z niczym, co mu dałam.

„Więc dokąd idziesz, taki wystrojony i pachnący?” – zapytałam, opierając się nonszalancko o ramę.

„Na spotkanie” – powiedział, chwytając klucze. „Ważne spotkanie. Strategia… prognozy… synergia”.

Rzucał te słowa na wiatr, jakby coś znaczyły.

„Synergia z koronką?” – wymamrotałam.

Ale już go nie było.

Drzwi się zamknęły.

Cisza.

Spojrzałam na zegarek.

Minuta.

Dwie.

Pięć.

Usiadłam przy stole i czekałam.

Minęło dziesięć minut.

A potem…

idealny moment.

„KURWA!” – dobiegł mnie krzyk z zewnątrz.

Uśmiechnąłem się.

Wyszedłem na werandę z moją najbardziej niewinną miną.

Leżał tam – pochylony obok samochodu, trzymając się za brzuch, jakby lada moment miał go ujawnić.

Powlókł się w stronę domu.