Pewnego leniwego niedzielnego poranka, kiedy robiłem już jajecznicę , byłem w połowie jej przygotowywania – wiecie, działałem na autopilocie – gdy nagle rozbiłem jajko , które praktycznie świeciło.
Jajka ze złotym żółtkiem
Nie żartuję. Żółtko było głęboko złocisto-pomarańczowe, jakby musnęło je słońce. I przez sekundę pomyślałam: „Zaraz, zaraz… czy to w porządku?”. Wyglądało zupełnie inaczej niż zwykłe bladożółte kałuże, które zwykle wydłubuję ze skorupki. Ale coś w tym było… właściwe. Naturalne. Jakby jajka od zawsze tak miały wyglądać.
I wszedłem w dół króliczej nory.
Bo to żółtko? Opowiedziało mi historię. O kurczakach. O jedzeniu . O tym, jak mało uwagi poświęcałem jednemu z najbardziej podstawowych składników w mojej kuchni.
I teraz nie mogę tego odzobaczyć.
Więc, o co tyle szumu z tym kolorem żółtka?
Pozwól, że szybko to wyjaśnię – jakbyś siedział przy moim kuchennym blacie i czekał, aż jajka się ugotują: