Raina odwróciła się do drzwi sypialni.
Na korytarzu w milczeniu stali krewni. Nikt już nie próbował wrócić do stołu ani udawać, że nic szczególnego się nie dzieje.
– Patrzcie – powiedziała Raina, obwodząc ich wzrokiem. – Podziwiajcie naszą wzorową córkę. Słyszeliście przecież historie o wynajętych opiekunkach? Przez cały ten czas Żanna pojawiła się tutaj sześć razy. Cała jej pomoc to pięć tysięcy miesięcznie. Tymczasem jedna paczka pieluchomajtek ledwie wystarcza na tydzień i kosztuje więcej. Mamę codziennie myję ja. Basen wynoszę ja. Pościel zmieniam też ja. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam u fryzjera. A teraz, Żanno, odłóż kwiaty, zdejmij swój jedwabny żakiet i sama zmień mamie pieluchę.
– Dziewczynki, no po co tak? Przecież jednak święto… – niepewnie wtrącił wujek Kola, przestępując z nogi na nogę przy progu.
– Milcz – ostro ucięła Raina.
Natychmiast się urwał, jakby zachłysnął się powietrzem.
Raina znów spojrzała na siostrę.
– Masz dwa wyjścia. Albo teraz rozpinasz mamie ubranie, dokładnie ją myjesz i zakładasz czystą pieluchę, albo jutro jadę do twojej firmy logistycznej. Opowiem przełożonemu i wszystkim pracownikom, przed którymi lubisz odgrywać ofiarną córkę, jak dokładnie troszczysz się o matkę. Pokażę wyciągi bankowe. Wyjaśnię, ile naprawdę przelewałaś. Zapewnię ci taką sławę, że potem będziesz bała się pokazać ludziom.
Policzki i szyję Żanny pokryły nierówne czerwone plamy.
Wreszcie zrozumiała, że Raina nie rzuca pustych gróźb.
Siostra spojrzała na wujka Kolę, mając nadzieję na wsparcie, ale ten od razu odwrócił wzrok. Potem popatrzyła na ciotkę Sonię. Ta stała z rękami skrzyżowanymi na piersi i tylko ledwie zauważalnie pokręciła głową.
Żanna spazmatycznie szlochnęła.
Potem drżącymi palcami rzuciła bukiet na szafkę.
– Pomogę przełożyć mamę na łóżko, bo sama ją upuścisz – zimno powiedziała Raina, podchodząc z drugiej strony wózka. – Ale myć i przebierać będziesz sama. Chwyć ją pod ramiona. Ja podniosę nogi.
Z trudem przeniosły bezwładne, ciężkie ciało na materac.
Mama cicho jęknęła.
Rzepy zabrudzonej pieluchy rozeszły się z głośnym trzaskiem.
Żanna chwyciła pierwszą wilgotną chusteczkę. Palce trzęsły jej się tak mocno, że ledwo ją utrzymywała.
Próbowała oczyścić skórę, ale tylko rozmazywała brud. Ręce się pobrudziły. Na drogi kremowy rękaw trafił kawałek gęstej białej maści z cynkiem i zostawił dużą tłustą plamę.
– Niedokładnie – prowadziła ją Raina równym głosem. – Przetrzyj w fałdach. Weź jeszcze jedną chusteczkę. Nie rozmazuj, wycieraj.
Trwało to około dziesięciu minut.
Krewni wciąż stali na korytarzu.
Nikt nie wrócił do świątecznego stołu.
Nikt nie próbował zażartować ani zacząć rozmowy o czymś obojętnym.
Patrzyli w milczeniu, jak Żanna, dławiąc się łzami i starając się nie patrzeć na matkę, oczyszcza jej skórę, nakłada krem i zapina czystą pieluchę.
Kiedy wszystko się skończyło, siostra zmięła zużyte chusteczki razem z brudną pieluchą i wrzuciła je do wiadra.
Makijaż jej spłynął.
Pod oczami rozmazał się czarny tusz.
Nie podnosząc twarzy, Żanna przecisnęła się między krewnymi, wybiegła do przedpokoju, chwyciła płaszcz i wypadła na klatkę schodową.
Nawet nie zamknęła za sobą drzwi.
Pozostali goście wrócili do stołu i dojadali pieczoną kaczkę w niemal zupełnej ciszy.
Czy potępiali kłamstwa Żanny?
Oczywiście.
Ale przy pożegnaniu wujek Kola unikał spojrzenia Rainie w twarz. Jego uścisk dłoni był krótki, słaby i jakiś winny.
Przestraszyli się.
Nie tylko tego, jak długo Żanna okłamywała wszystkich dookoła.
Przeraziło ich też to, z jak zimną przyjemnością Raina publicznie upokorzyła rodzoną siostrę.