„Nie mogę”.
Zdjął marynarkę. Lekki zapach alkoholu mieszał się z tym znajomym już, damskim perfumem. Spojrzałam na niego w ciemności.
„Lorenzo. Porozmawiajmy szczerze”.
Jego ciało na chwilę zesztywniało.
„Jest późno. Możemy porozmawiać jutro? Jestem zmęczony”.
„Widziałam ją dzisiaj na oddziale położniczym”.
Cały pokój zapadł w ciszę. Słychać było tylko tykanie zegara. Po długim czasie on w końcu przemówił:
„Skoro już wiesz, nie będę tego więcej ukrywał. Ma na imię Elena. Jest w ciąży. Z bliźniakami, chłopcem i dziewczynką”.
Powiedział to ze spokojem, jakby mówił o pogodzie. Mocno zacisnęłam dłonie.
„I co zamierzasz zrobić?”.
„Sofia…” – westchnął. „Moja matka zawsze pragnęła wnuków. Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat, a ty…”.
„Ja nie mogę urodzić?” – zaśmiałam się, przerywając mu. Łzy płynęły wraz ze śmiechem. „Lekarz powiedział, że mogę się wyleczyć. Potrzeba tylko czasu”.
„Moja matka nie może już dłużej czekać”. – Odwrócił twarz. „Zdrowie taty też nie jest dobre. Chce jak najszybciej wziąć wnuka na ręce. A poza tym Elena spodziewa się bliźniaków, chłopca i dziewczynki. Mojej matce to się bardzo podoba”.
„Więc zrobiłeś jej dziecko?” – niemal krzyknęłam. „Sześć miesięcy temu powiedziałeś, że to koniec!”.
„To był przypadek!” – On też zaczął tracić cierpliwość. „Tamtego dnia za dużo wypiłem. Kto mógł przypuszczać, że za jednym razem zajdzie w ciążę, i to jeszcze z bliźniakami? Sofia, ja też nie chciałem, żeby tak wyszło, ale dzieci są niewinne”.
Dzieci są niewinne.