„A ty?” zapytał po długiej ciszy. „Kim ty jesteś w tym wszystkim?”
Kobieta spojrzała jej prosto w oczy.
„Pracuję dla ludzi, którym jest winien pieniądze”.
Grunt pod jego stopami wydawał się niestabilny.
Jej dzieci zauważyły zmianę i przylgnęły do niej jeszcze mocniej.
„Ale” – dodała cicho kobieta – „jestem też matką”.
Coś w jego głosie nieco złagodziło napięcie.
„Kiedy zobaczyłem twoje dokumenty… twoje zdjęcia… twoje dzieci” – kontynuował, przyglądając im się przez chwilę – „wiedziałem, że nie masz z tym nic wspólnego”.
Zatrzymał się.
“Więc zawarłem umowę.”
“Jaki rodzaj umowy…?”
Pozwól mu zniknąć. Całkowicie. Żadnego kontaktu. Bez śladu. A w zamian… zostaniesz sam.
Jego serce niemal stanęło.
Zniknąć…?
“Tak.”
I on się zgodził?