Napisała tylko dziewięć linijek. Ani słowa więcej. Wystarczyło, by Adrien zrozumiał, że cisza, którą jej narzucił, właśnie się zmieniła.
Kiedy Adrien wrócił o 3:20 nad ranem, mieszkanie z początku wydawało się nietknięte. Potem zobaczył otwartą szafę. Puste wieszaki. Szufladę, w której trzymała apaszki. Brakującą ramkę na toaletce: zdjęcie Camille jako dziecka z matką, Lucile, na plaży.
Bretonka.
Znalazł obrączkę.
Potem list.
Adrienie, jeśli to czytasz, to znaczy, że w końcu zauważyłeś, że mnie nie ma.
Miałeś rację w jednym: wciąż byłem w pokoju. Słyszałem wszystko.
Zadzwonił jego telefon. Martin.
„Proszę pana…”
Adrien nie odpowiedział.
„Sejf jest otwarty”.
Adrien powoli odwrócił głowę w stronę biurka.
„I?”
Głos Martina lekko się załamał.
„Niebieski notes zniknął”.
CZĘŚĆ 2
Adrien stał nieruchomo przed otwartym sejfem, trzymając w dłoni zmięty list. Przez lata konkurencja mu groziła, dziennikarze go nękali, wspólnicy zdradzali. Nic nigdy go nie uciszyło.
Ale pusta szafa Camille go przerażała.
Przeczytał resztę jeszcze raz.
Słyszałam, jak Elise obiecała ci, że nikt nie będzie sprawdzał rachunków za kolację charytatywną. Słyszałam, jak powiedziałeś, że jestem zbyt delikatny, żeby to zrozumieć. Słyszałam, jak śmiałeś się z mojego zaniepokojenia.
Jej twarz stwardniała.
Martin wyszeptał do telefonu:
„Mogę ją znaleźć”.
„Nie”.
„Adrien, ten notatnik może wszystko zniszczyć”.
„Więc może nie powinniśmy byli wkładać do niego niczego, co mogłoby nas zniszczyć”.
Zapadła cisza.
W tym momencie na ekranie Adriena pojawiła się druga wiadomość. Elise.
„Nie dzwoń do niej. Ona nie wie, co robi”.
Adrien wpatrywał się w te słowa. Potem, po raz pierwszy od dawna, zastanawiał się, czy Camille nie była jedyną osobą, która dokładnie wiedziała, co robi.
A w metalowym pudełku Camille było zdjęcie, za którego pozbycie Elise dałaby wszystko.
CZĘŚĆ 3
Camille spędziła noc w taksówce, a następnie w małym mieszkaniu nad zamkniętą księgarnią przy Rue Daguerre. Mieszkała tam Marianne Le Goff, najlepsza przyjaciółka jej matki. Była kobietą o krótkich, siwych włosach i szczerych oczach, która nigdy nie przepadała za Adrienem, ale była na tyle taktowna, by nie zamieniać ostrzeżeń w wyrzuty.
Kiedy Marianne otworzyła drzwi o 4:05 rano i zobaczyła Camille na korytarzu, przemoczoną, bladą, z walizką w ręku, nie pytała, dlaczego nie zadzwoniła wcześniej.
Po prostu powiedziała:
„Proszę wejść. Dostanie pani coś do jedzenia”.
To zdanie zabolało Camille bardziej niż pięć zignorowanych telefonów. Ktoś myślał o jej ciele. O jej głodzie. O jej wyczerpaniu. Nie o jej wizerunku, nie o skandalu, nie o obiedzie fundacyjnym.
Marianne zrobiła herbatę, tosty i rozgotowany omlet. Camille jadła w milczeniu, mocno zaciskając palce na kubku.
„Czy jest pani w niebezpieczeństwie?” zapytała Marianne.
Camille zerknęła na płócienną torbę z niebieskim notesem.
„Chyba tak”.
Rano Marianne zadzwoniła do prawnika. Adwokatka Diane Morel pojawiła się o 9:30, ubrana w ciemny garnitur, z wyrazistym spojrzeniem, pozbawionym cienia zbędnego współczucia. Słuchała, jak Camille opowiada o klinice, Adrienie, Élise, rachunkach fundacji, sejfie, notesie.
„Nie kontaktuje się pani z nikim bezpośrednio” – powiedziała. „Ani z mężem, ani z jego prawnikiem, ani z tą przyjaciółką”.
„Élise nie jest już moją przyjaciółką”.
„Dobrze. Więc nie dawaj jej przywileju gniewu, dopóki nie dowiemy się, co ukrywa”.
Camille otworzyła metalowe pudełko. W środku znajdowały się notatki sporządzone na przestrzeni miesięcy, daty, nazwiska, kopie e-maili wydrukowane potajemnie. A na dole stara, pożółkła koperta z pismem matki.
Nigdy jej nie otworzyła. Lucile Rousseau powierzyła ją Marianne przed śmiercią, z następującą notatką: „Kiedy Camille będzie gotowa zrozumieć, że niektóre uczucia to pułapki”.
Marianne zbladła na widok koperty.
„Pomyślałam, że poczekam jeszcze trochę”.
„Na co?” – zapytała Camille łamiącym się głosem. „Na to, żebym całkowicie zniknęła?”
Marianne spuściła wzrok.
Camille otworzyła kopertę.