Pojechałem na 7-dniowe wakacje nad morze. Po powrocie do domu odkryłem to na podłodze w łazience. Trzymam dystans i wpatruję się w to, próbując zrozumieć, co to jest. Czy ktoś wie? Sprawdź pierwszy komentarz, aby poznać odpowiedź.

Wiedziałam, że coś jest nie tak, zanim jeszcze rozpakowałam walizkę.

Po kilku dniach nieobecności przekroczyłam próg, oczekując znajomego komfortu domu. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak je zostawiłam, a jednak ogarnęło mnie dziwne uczucie, którego nie mogłam się pozbyć. Dom wydawał się na pierwszy rzut oka normalny, ale coś było inne, w sposób, którego nie potrafiłam od razu wyjaśnić.

Starając się zignorować to niepokojące uczucie, wniosłam torby do środka i skierowałam się do łazienki.

Wtedy to zobaczyłam.

W rogu, przy ścianie, znajdowała się spuchnięta, blada masa, niepodobna do niczego, z czym kiedykolwiek się spotkałam. Wyglądała, jakby pojawiła się z dnia na dzień, przywierając do powierzchni w nienaturalnym kształcie, który natychmiast przyprawił mnie o dreszcze.

Zamarłam.

Moje serce zaczęło walić.

Przez kilka sekund po prostu się gapiłam.

Obiekt był zbyt duży i wyglądał na zbyt solidny, by przypominać zwykłą pleśń. Jednocześnie brakowało mu jakichkolwiek rozpoznawalnych cech, które pozwoliłyby zidentyfikować go jako zwierzę. Jego dziwny wygląd zdawał się mieścić w sobie coś pomiędzy znajomym a zupełnie obcym, uniemożliwiając jego zignorowanie.

Moja wyobraźnia natychmiast przejęła kontrolę.

Czy to był martwy gryzoń?

Ukryta kolonia owadów?

Coś, co przedostało się przez rury?

A może, co gorsza, coś, co wciąż żyło i po prostu się nie ruszało?

Im dłużej się wpatrywałem, tym bardziej niepokojące możliwości tworzył mój umysł.

Powoli cofnąłem się od rogu, nie spuszczając z niego wzroku.

Potem chwyciłem telefon.

Zrobiłem zdjęcia z różnych kątów.