Wiedziałam, że coś jest nie tak, zanim jeszcze rozpakowałam walizkę.
Po kilku dniach nieobecności przekroczyłam próg, oczekując znajomego komfortu domu. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak je zostawiłam, a jednak ogarnęło mnie dziwne uczucie, którego nie mogłam się pozbyć. Dom wydawał się na pierwszy rzut oka normalny, ale coś było inne, w sposób, którego nie potrafiłam od razu wyjaśnić.
Starając się zignorować to niepokojące uczucie, wniosłam torby do środka i skierowałam się do łazienki.
Wtedy to zobaczyłam.
W rogu, przy ścianie, znajdowała się spuchnięta, blada masa, niepodobna do niczego, z czym kiedykolwiek się spotkałam. Wyglądała, jakby pojawiła się z dnia na dzień, przywierając do powierzchni w nienaturalnym kształcie, który natychmiast przyprawił mnie o dreszcze.
Zamarłam.
Moje serce zaczęło walić.
Przez kilka sekund po prostu się gapiłam.
Obiekt był zbyt duży i wyglądał na zbyt solidny, by przypominać zwykłą pleśń. Jednocześnie brakowało mu jakichkolwiek rozpoznawalnych cech, które pozwoliłyby zidentyfikować go jako zwierzę. Jego dziwny wygląd zdawał się mieścić w sobie coś pomiędzy znajomym a zupełnie obcym, uniemożliwiając jego zignorowanie.
Moja wyobraźnia natychmiast przejęła kontrolę.
Czy to był martwy gryzoń?
Ukryta kolonia owadów?
Coś, co przedostało się przez rury?
A może, co gorsza, coś, co wciąż żyło i po prostu się nie ruszało?
Im dłużej się wpatrywałem, tym bardziej niepokojące możliwości tworzył mój umysł.
Powoli cofnąłem się od rogu, nie spuszczając z niego wzroku.
Potem chwyciłem telefon.
Zrobiłem zdjęcia z różnych kątów.