„Już idę.”
Przed wschodem słońca Gabriel powrócił z małym rejestratorem.
—Dziś rejestruje kłamstwa.
O siódmej byłam już ubrana prosto – dżinsy, sweter, włosy związane z tyłu. Na zewnątrz wyglądałam na wyczerpaną. W środku byłam gotowa.
Podczas śniadania Teresa uśmiechała się ciepło, serwując jedzenie, jakby nic się nie stało.
„Dzień dobry, kochanie. Dobrze spałaś?”
—Jak skała — powiedziałem.
Julián pocałował mnie w policzek, aż zrobiło mi się niedobrze.
„Po śniadaniu przejrzymy trochę dokumentów” – powiedział swobodnie.
—Oczywiście — odpowiedziałem. —Rodzina zawsze pomaga.
O 8:20 Teresa położyła na stole grubą teczkę.
„Nic ważnego” – powiedziała słodko. „Tylko rutynowe dokumenty”.
Otworzyłem je i krew się we mnie zagotowała.
Wszystko było na miejscu. Pełnomocnictwo. Klauzule przeniesienia własności. Formularze bankowe.
Przygotowane przed ślubem.
„A to?” zapytałem.
Teresa się uśmiechnęła.
—Język prawniczy zawsze brzmi skomplikowanie. Po prostu podpisz.
Julián pochylił się bliżej.
—Nie utrudniaj tego.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Gabriel odstawił swój kubek.
—Część, której nie zaplanowałeś.
Kiedy Rodrigo wszedł z prawniczką Ximeną Salgado, twarz Juliána straciła wszelki kolor.
CZĘŚĆ 3
W pokoju zapadła cisza.
Rodrigo przyszedł prosto do mnie.
—Czy wszystko w porządku?
—Teraz jestem.
Ximena spokojnie się przedstawiła i zaczęła przeglądać dokumenty.
„To nie jest nieszkodliwe” – powiedziała chłodno. „To daje kontrolę nad aktywami, zmienia prawa własności i umożliwia duże transfery”.
Teresa próbowała udawać niewiniątko.
„Nie rozumiesz.”