Ciąg dalszy historii

Nie zapytał, czy razem, czy osobno. Może zrozumiał. *** Tydzień później się wyprowadziłam. Małe wynajęte mieszkanie przy aptece. Białe ściany, zapach świeżej farby i otwarte okna. Alicja przychodziła prawie codziennie po szkole – lubiła tu być: jasno, spokojnie. Czasem widywałam Marcina z daleka – odprowadzał córkę na autobus. Żal? Nie. Raczej dziwne wrażenie, że człowiek, z którym spędziło się prawie dekadę, staje się zamkniętą przeszłością. A pewnego wieczoru zadzwoniła Halina. Głos miała łagodniejszy niż zwykle. – Hanno, znalazłam twoje zasłony… Naprawdę są ładne. Przepraszam, jeśli wtedy… – Nic się nie stało – odpowiedziałam. – Po prostu nie wszystko można przestawiać. Niektóre rzeczy trzeba zostawić na miejscu. Zamilkła. Potem po raz pierwszy od lat powiedziała: – Chyba masz rację. I wtedy zrozumiałam: już nie muszę krzyczeć. Morze wcale się nie odwołało – po prostu czekało, aż odważę się do niego pójść sama.

Następny »
Następny »