Ciąg dalszy historii
– Na plaży. – Hanno, wrócisz? – Wrócę. Kiedy ja zdecyduję – odpowiedziałam. I rozłączyłam się. Potem już nie dzwonił. Tylko Alicji pisał krótkie wiadomości: „Uczysz się?” — „Pomagaj mamie”. Wróciłam po dwóch tygodniach. Halina wciąż była w naszym mieszkaniu. Siedziała w fotelu przy oknie, na poduszkach z moimi miodowymi poszewkami — nie zdjęła ich. Widocznie postanowiła zostawić. – Przyjechałaś – powiedziała chłodno. – No i co, odpoczęłaś? – Bardzo – odpowiedziałam z uśmiechem. Marcin stał w drzwiach, patrzył, jak wymieniamy zdania. Zgarbiony, jak dawniej. – Hanno, porozmawiamy? – powiedział później, gdy ona poszła do kuchni. Usiedliśmy. Milczał długo, potem wreszcie: – Nie myślałem, że to się tak pogorszy. Że tak źle ci z nią. – Nie chciałeś myśleć, Marcinie. Tak było wygodniej. Odwrócił wzrok. Potem po raz pierwszy od dawna spojrzał znowu. – Może powinniśmy się wyprowadzić? Nie wiem, jak to naprawić. Patrzyłam na niego i zastanawiałam się: czy chcę jeszcze „naprawiać”? Po siedmiu latach milczenia, ustępstw, zasłon i niekończących się „mama ważniejsza”? – Marcin – powiedziałam spokojnie. – Tego nie da się naprawić. Można tylko zacząć od nowa – bez cudzych zasad.
Dalsza część na następnej stronie: