Przybyła dwadzieścia minut spóźniona, ubrana w (przyzwoitą) różową bluzkę. Pocałowała mnie opuszkami palców z teatralnym oddaniem, które pielęgnowała latami, po czym skupiła się na torcie niczym na pocisku samonaprowadzającym.
„Jest taki wysoki” – dodała, udając zaniepokojenie. „Jesteś pewna, że jest stabilny?”
Jenny, niech ją Bóg błogosławi, kontynuowała: „Mamo, wszystko w porządku. Sama ją tam zaprowadziłam”.
Patrząc, jak krąży wokół toru niczym rekin, szukając miejsca, gdzie kolor prześwituje przez lukier, poczułam w ramionach to stare napięcie.
To było nie do zniesienia. Zanim wszystko zepsuje, musiałam pokroić ten tort.
„Dobra, bierzmy się do roboty” – powiedziałam, biorąc Patricię pod ramię i prowadząc ją. „Chodź bliżej!”
Zebraliśmy się z telefonami w dłoniach, gotowi uchwycić długo oczekiwany moment. Z nożami w dłoniach, Daniel i ja zajęliśmy pozycje.
Patricia zapukała, gdy pozowaliśmy do zdjęć Jenny.
„O nie, pozwól, że podniosę tort bliżej” – zaproponowała.
Z przerażeniem uniosła stojak na tort. Ruchem nadgarstka ciasto spadło.
Trawnik, choć nienagannie przystrzyżony, pokryty był lukrem i różowymi warstwami, niczym scena kulinarnej zbrodni.
W ogrodzie zapadła cisza.
Aby poznać wszystkie kroki przepisu, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ przepisem ze znajomymi na Facebooku.
Enviar comentarios