Starzy ludzie zapominają, powiedziałem sobie.
Wygodniej było tak myśleć.
W następny czwartek wróciłem.
Tym razem wystąpiem to, na co nie odważyliśmy się za pierwszym razem.
Lodówka była prawie pusta.
Pół litra mleka.
Dwa jogurty.
Resztki zupy.
Pomarańczowa cytryna.
W szafce był ryż, suchary, puszki fasoli w sosie pomidorowym i herbata.
Posprzątałem.
Pochowałem rzeczy.
Wymieniłem żarówkę w korytarzach, bo powiedział, że nie widzi, dokąd idzie.
W końcu podziękowała mi skinienie głowy.
Oni nie mają pieniędzy.
Tym razem zebrałam się na dziewczynę.
„Pani Vasseur… w sprawie zapłaty…”
Spojrzała na mnie znad okularów.
„Naprawdę tego pani potrzebuje?”
Pytanie paliło mnie w środku.
Bo tak.
Potrzebowałam tego.
Ale wypowiedzenie tego na głos było jak podanie wstydu na tacy.
„Liczyłam na to” – odpowiedziałam.
Długo mi się przyglądała.
Potem powiedziała:
„Wróć w przyszłym tygodniu”.
To nie była odpowiedź.
Ale to było wszystko, co usłyszałam.