Połączenie zostało przerwane.
Nawet nie podziękowała.
Odchyliłem się w fotelu i wpatrywałem się w pusty ekran telefonu.
Godziny emisji telewizji. Lot 447. Obsługa bagażu, Beltway 3.
Zerknąłem na zegar nad biurkiem.
10:52
Wystarczająco dużo czasu.
Nalałem sobie kawy, dosypałem łyżeczkę cukru i otworzyłem wczorajszą gazetę na krzyżówce, której jeszcze nie rozwiązałem.
Siedem po: odroczona gratyfikacja.
Dwanaście liter.
Odpowiedź w końcu do mnie przyjdzie.
Część szósta: Pułapka na lotnisku
O 14:15 rozsiadłem się w fotelu ze świeżo zaparzoną filiżanką herbaty Earl Grey z niedzielnego wydania Spokane Review.
Wczorajsza krzyżówka leżała rozwiązana na moim stoliku kawowym.
Odroczona gratyfikacja nazywała się „opóźnieniem”.
Mój telefon zawibrował na drewnianej powierzchni.
Znów imię Isabelli.
Pozwoliłem telefonowi zadzwonić.
Słońce wpadało ukośnie przez okna mojego salonu, ogrzewając przestrzeń, w której spędziłem tyle samotnych wieczorów, rozmyślając o cenie mojej hojności.
Dziś cisza wydawała się inna.
Zasłużona.
Zamierzona.
14:47
Telefon znowu zawibrował.
Tym razem zobaczyłem próbkę jej wiadomości.
Tato, gdzie jesteś? Moi rodzice…
Odłożyłem telefon i wróciłem do działu sportowego.
Seahawks znów przegrali.
Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
Czytaj dalej na następnej stronie.