Dom wyglądał tak samo, kiedy przyjechaliśmy. Ale ja nie.
Szuflada była nadal otwarta. Pozostałe listy nadal tam były.
Wziąłem jedną i usiadłem naprzeciwko Nathana.
Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, jakby wybierał coś, czego nigdy wcześniej nie wybierał. Potem podszedł bliżej – nie za blisko, tylko wystarczająco.
„Nie chcę cię stracić, Mattie” – powiedział cicho – „ale w końcu zrozumiałem, że już cię tracę, kochając cię tak, jakbyś miała zaraz odejść”.
Nie ruszyłem się.
„Nie potrzebuję więcej czasu z tobą” – kontynuował. „Muszę przestać marnować ten czas, który mam. Nie mogę obiecać, że nie będę się bał. Ale mogę obiecać, że nie zamienię tego strachu w przyszłość, w której będziesz zmuszony żyć. Chcę być tu z tobą… dopóki ty jesteś tu ze mną. Nie przed nim. Nie po nim. Po prostu tutaj”.
To zapadło gdzieś głęboko we mnie.
I po raz pierwszy uwierzyłam, że Nathan naprawdę jest ze mną – nie jest gdzieś przede mną, nie przygotowuje się na coś, co jeszcze się nie wydarzyło.
Spojrzałem na rozłożony list, który trzymałem w rękach, i coś wyraźnie zrozumiałem.
Nathan przygotowywał się na utratę mnie, zanim w ogóle pozwolił sobie na posiadanie mnie w pełni. Ale ja nie zamierzałam tak żyć.
Gdybym został, nie po to, by udowodnić mu, że się myli. Po to, by nauczyć go, jak kochać kogoś, kto wciąż tu jest.
I po raz pierwszy tej nocy staliśmy w tym samym momencie… razem.