Potem zwróciłem się do pana Carsona. „Fundusz nie może nosić mojego nazwiska”. Przypomniał mi, że Evie o to prosiła. Pokręciłem głową. „Nie zasłużyłem na ten zaszczyt. Wpisz jej nazwisko. Moje może poczekać, aż nabierze znaczenia”.
Sześć miesięcy później, rozładowując puszki z jedzeniem za kościołem, podeszła Claire z notesem. Podałem jej kopertę. To była moja pierwsza wpłata za buty, płaszcz i rachunek od mechanika. Powiedziała, że Evie o to nie prosiła. „Wiem” – odpowiedziałem. „Dlatego muszę”.
Tego wieczoru poszedłem odwiedzić grób Evie z wydrukowaną wiadomością w kieszeni. Podarłem ją na strzępy i zacisnąłem pięść. „Nie zostawię tu mojego wstydu” – powiedziałem. „Już dość wycierpiałeś”.
Poślubiłem Evie, bo chciałem jej życia. W końcu zmusiła mnie, żebym sam na nie zapracował.