„Nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak”.
Poród zaczął się dwa tygodnie przed terminem.
Ból był silny i nagły, w środku nocy. Paul zawiózł mnie do szpitala, kiedy łapałam oddech między skurczami.
Carol stała przy moim łóżku i trzymała mnie za rękę. Paul wycierał mi czoło wilgotną szmatką. Rob krążył tam i z powrotem przy oknie.
W pewnym momencie Carol pochyliła się i wyszeptała: „Świetnie ci idzie. Moje dziecko jest już prawie na świecie. Już prawie”.
Poród zaczął się dwa tygodnie przed terminem.
I wtedy, w końcu, po ostatnim parcie, dziecko rozpłakało się.
Wszystko ucichło, gdy ten dźwięk wypełnił pokój. Mały, dziki, żywy.
Carol zakryła usta obiema dłońmi i zaczęła szlochać.
„O mój Boże” – wyszeptała. „To mój syn”.
Pielęgniarka położyła mi go na chwilę na piersi. Był ciepły, śliski, czerwony i idealny.
Spojrzałam na Paula i dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie.
Wszystko ucichło, gdy dźwięk wypełnił pomieszczenie.
Jej twarz była blada, a ona patrzyła gdzieś poza mnie ze strachem w oczach. Podążyłem za jej wzrokiem.
Po drugiej stronie mnie Carol patrzyła na dziecko na mojej piersi z wyrazem twarzy, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
To nie była radość.
To było coś ostrego, desperackiego i przerażającego.
„Oddaj mi MOJE dziecko” – powiedziała łamiącym się głosem. „To ja powinnam je trzymać, nie ty”.
Jej oczy były pełne strachu, patrzyły gdzieś poza mnie.
„Teraz go umyjemy, proszę pani, a potem go pani oddamy” – powiedziała pielęgniarka, podnosząc dziecko.
Carol patrzyła, jak pielęgniarka wyprowadzała go jak zwierzę podążające za ruchem.
“Kolęda?”
„Zadzwonię do mamy” – powiedziała, nawet na mnie nie patrząc.
Wybiegł na korytarz. W chwili, gdy drzwi się zamknęły, Paul pochylił się w moją stronę.
„Proszę” – wyszeptała. „Nie dawaj jej jeszcze dziecka”.
„A teraz posprzątamy, proszę pani.”
Wpatrywałam się w niego, serce waliło mi jak młotem. „Co? Dlaczego?”
„Muszę ci coś pokazać”. Paul przełknął ślinę i wyciągnął telefon.
Zmarszczyłem brwi patrząc na ekran.
To była rozmowa Paula i Roba. Zacząłem czytać i dostałem gęsiej skórki.
„Rozumiesz?” – zapytał Paul łamiącym się głosem. „Miałem rację, kiedy mówiłem, że coś jest nie tak, po prostu… Boże, nigdy nie myślałem, że jest aż tak źle”.
To była rozmowa między Paulem i Robem.
Przeczytałem wiadomości jeszcze raz.
Carol mnie przeraża.
Ciągle powtarza, że dziecko to jedyne, co ją trzyma przy życiu. Myśli, że Anna będzie próbowała je zatrzymać. Mówi o przeprowadzce zaraz po porodzie, żeby nikt nie mógł jej przeszkodzić.
„Kiedy Rob to wysłał?” – zapytałem.