Dzwonek do drzwi zabrzmiał ostro, natarczywie. Oksana podniosła głowę od laptopa, spojrzała na zegar — wpół do dziesiątej rano, sobota. Kto mógł przyjeżdżać o tej porze bez zapowiedzi? Mikołaj wyszedł do sklepu pół godziny temu po chleb i mleko. Mąż miał klucze, nie zadzwoniłby.
Oksana podeszła do przedpokoju, zajrzała przez wizjer. Na klatce schodowej stała Ludmiła Pietrowna — teściowa, w beżowym płaszczu, z napiętą twarzą. Obok majaczyła postać brata męża, Borysa. Trzydzieści pięć lat, łysiejący, z wiecznie zaniepokojonym wyrazem twarzy.
Oksana zmarszczyła brwi. Ludmiła Pietrowna nigdy nie przyjeżdżała bez telefonu. Coś się stało.
Drzwi się otworzyły. Teściowa wpadła do mieszkania pierwsza, nawet się nie przywitawszy. Borys za nią, wymamrotał niewyraźne „dzień dobry”, od razu przeszedł do kuchni. Oksana zamknęła drzwi, odwróciła się.
Nieproszeni goście i nieoczekiwana prośba
— Ludmiło Pietrowna, dzień dobry. Co się stało?
— Gdzie jest Koleńka? — teściowa zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku, rozglądając się po przedpokoju.
— W sklepie. Zaraz wróci. Proszę przejść do kuchni, nastawię herbatę.
Ludmiła Pietrowna przeszła do kuchni, usiadła ciężko na krześle, zmęczona. Borys stał przy oknie, nerwowo kręcąc paskiem od dżinsów. Oksana nastawiła czajnik, wyjęła filiżanki. Atmosfera ciążyła — ciężka, napięta. Teściowa milczała, zaciskając usta w wąską linię. Szwagier patrzył w okno, unikając wzroku synowej.
Po dziesięciu minutach wrócił Mikołaj. Usłyszał głosy w kuchni, wszedł z torbami.
— Mamo? Borys? Co tu robicie?
— Usiądź, Koleńka — Ludmiła Pietrowna skinęła na wolne krzesło. — Musimy poważnie porozmawiać.
Mąż postawił torby na podłodze, usiadł. Oksana nalała herbaty, rozstawiła filiżanki. Usiadła naprzeciwko, splotła ręce na piersi. Czekała.
Borys pierwszy przerwał ciszę. Odchrząknął, mówiąc urywanym, szybkim głosem.
— W skrócie, mam problem. Duży. Bardzo duży, szczerze mówiąc. Wpadłem. Poważnie wpadłem.
— Co się stało? — Mikołaj zmarszczył brwi.
— Pamiętasz, jak opowiadałem o projekcie inwestycyjnym? No, tym, gdzie obiecywali dwadzieścia procent miesięcznie? Zainwestowałem w to pieniądze. Dużo zainwestowałem. Myślałem, że zarobię, kupię samochód, wyremontuję mieszkanie matki. A okazało się, że to oszuści. Piramida finansowa. Schemat zamknięto, organizatorzy zniknęli. A ja zostałem z długami.
— Z jakimi długami? — głos Mikołaja stał się czujny.
— Zainwestowałem nie tylko swoje pieniądze — Borys potarł twarz dłońmi. — Pożyczałem od znajomych. Mówiłem, że projekt jest bezpieczny, pewniak. Ludzie uwierzyli, pożyczyli. Ktoś po sto tysięcy, ktoś po dwieście. Obiecałem oddać z procentami za pół roku. A teraz terminy minęły. Żądają zwrotu pieniędzy.
— Ile jesteś winien? — Mikołaj zbladł.
— Osiemset pięćdziesiąt tysięcy — Borys spuścił głowę. — Ludzie nie żartują. Dzwonią codziennie, grożą. Jeden przyjeżdżał do domu, pukał w nocy do drzwi, krzyczał, że złoży pozew. Inny powiedział, że jeśli nie oddam w ciągu miesiąca, połamie mi nogi. Nie wiem, co robić.
Oksana siedziała w milczeniu, obserwując scenę. Borys zawsze był taki — lekkomyślny, łatwowierny, chciwy na szybki zarobek. Rok temu próbował handlować na giełdzie, stracił dwieście tysięcy. Potem zorganizował jakiś sklep internetowy, zbankrutował po trzech miesiącach. Teraz ta piramida. Naturalny finał.
Ludmiła Pietrowna położyła rękę na ramieniu młodszego syna.
— Mój drogi Borysieńku, nie martw się. Coś wymyślimy. Rodzina musi sobie pomagać w trudnych chwilach.
Teściowa przeniosła wzrok na Mikołaja. Potem na Oksanę. Spojrzała znacząco, wyczekująco.
— Kola, wy z Oksaną macie przecież oszczędności? — zaczęła ostrożnie Ludmiła Pietrowna. — Wiem, że Oksanka jest oszczędna, odkłada pieniądze. Może pomożecie Borysowi? On odda, na pewno odda. Tylko teraz potrzebuje pilnie sumy, żeby zamknąć długi.
Mikołaj powoli odwrócił się do żony. Oksana wytrzymała jego spojrzenie spokojnie, chłodno. Wiedziała, do czego zmierza rozmowa. Od razu zrozumiała, gdy zobaczyła teściową i Borysa w progu. Przyjechali wyciągnąć pieniądze. Myślą, że Oksana się wzruszy, otworzy swoje konto i uratuje nieodpowiedzialnego krewnego.
— Oksana ma oszczędności — powiedział cicho Mikołaj. — Oszczędza od kilku lat.
— Widzisz, Borysieńku — Ludmiła Pietrowna rozpromieniła się, chwyciła syna za rękę. — Oksanka pomoże. Jest przecież nasza, rodzina. A w rodzinie się nie porzuca.